<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dobrze Urodzony Blog</title>
	<atom:link href="http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl</link>
	<description>medytacja * duchowość * wolność</description>
	<lastBuildDate>Sun, 22 Jan 2012 14:16:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>Jeszcze o aborcji</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2012/01/22/jeszcze-o-aborcji/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2012/01/22/jeszcze-o-aborcji/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 14:16:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=282</guid>
		<description><![CDATA[Zostałem zwyzywany w związku z moim wcześniejszym artykułem na temat aborcji. W związku z tym czuję, że nie mam oporów przed tym, aby temat omówić do końca, odnosząc się do moich przekonań metafizycznych i innych. To nie był żart, że aborcja jest czymś wyższym moralnie, niż antykoncepcja. W przypadku aborcji powstaje życie, przy zastosowaniu antykoncepcji [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div align="justify">Zostałem zwyzywany w związku z moim wcześniejszym artykułem na temat aborcji. W związku z tym czuję, że nie mam oporów przed tym, aby temat omówić do końca, odnosząc się do moich przekonań metafizycznych i innych. To nie był żart, że aborcja jest czymś wyższym moralnie, niż antykoncepcja. W przypadku aborcji powstaje życie, przy zastosowaniu antykoncepcji jedynym bezpośrednim owocem miłości jest starzenie się dwojga ludzi. Co prawda, życie owo zostaje przerwane. Widać rodzice uznają, że nie mają kwalifikacji do tego, aby je przyjąć na świat. I może mają rację, z tym, że pełna akceptacja tego stanu rzeczy sugerowałaby raczej oddanie dziecka do adopcji lub domu dziecka. Być może obawiają się życia ze świadomością faktu, że gdzieś tam jakieś dziecko się zastanawia, kim są jego rodzice. Nie wiem, to tylko czysta spekulacja, nie znam żadnej kobiety, o której bym wiedział, że podjęła kiedyś decyzję o aborcji. Może ktoś z czytelników ma tutaj szerszą wiedzę.<span id="more-282"></span></p>
<p>Wyższość aborcji nad antykoncepcją ma również wymiar duchowy. Wyobrażenie duchowości w chrześcijaństwie zakłada rozdzielenie świata materialnego i duchowego na tyle, że interakcja między żywymi i zmarłymi nie jest zbyt prosta, zdaje się, że tylko Katolicyzm i Prawosławie zakładają w ogóle istnienie tego zjawiska i to w ograniczonym zakresie. Ja twierdzę, że dusze zmarłych mają z nami ciągły kontakt niezależnie, czy tego chcemy, czy nie. Co dzieje się z naszym światem duchowym w momencie zastosowania antykoncepcji? Nic. Co nowego pojawia się w momencie, kiedy nowa dusza powstaje, ale po pewnym czasie jest uwalniana ze swojego ciała przez akt aborcji? Nie mając innych punktów odniesienia, będzie się bez przerwy unosić wokół swoich rodziców, starając się być ich nieświadomym duchowym przewodnikiem. Może to być koszmarem dla tych, którzy zastanawiali się nad decyzją o aborcji i przeczytają te słowa. Bądź niezłym dowcipem dla materialistów. Ale w gruncie rzeczy nie jest takie złe.</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2012/01/22/jeszcze-o-aborcji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na 30 -lecie Stanu Wojennego</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/12/12/na-30-lecie-stanu-wojennego/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/12/12/na-30-lecie-stanu-wojennego/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Dec 2011 13:45:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=275</guid>
		<description><![CDATA[Niektórzy twierdzą, że historia nas nie moze niczego nauczyć, że wszelkie pomyłki popełniane przez decydentów politycznych w przeszłości muszą się ciągle powtarzać. Bo tak naprawdę wszystko już było. Ale może jest również tak, że nie wyciągamy wniosków co do tego, jak przeszłe wydarzenia oddziałują bezpośrednio na teraźniejszość, nie jako możliwa do odczytania przestroga, ale zimna, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div align="justify">Niektórzy twierdzą, że historia nas nie moze niczego nauczyć, że wszelkie pomyłki popełniane przez decydentów politycznych w przeszłości muszą się ciągle powtarzać. Bo tak naprawdę wszystko już było. Ale może jest również tak, że nie wyciągamy wniosków co do tego, jak przeszłe wydarzenia oddziałują bezpośrednio na teraźniejszość, nie jako możliwa do odczytania przestroga, ale zimna, nie dająca się kształtować rzeczywistość, która jest cieniem czasów minionych? Czyżbyśmy nie tylko nie umieli nauczyć się, co możemy zmienić, ale umyka nam również to, co nieuniknione? Wprowadzenie stanu wojennego przez generała Wojciecha Jaruzelskiego 30 lat temu to wydarzenie, które trwale zmieniło Polskę. Nie pozwólmy, by umykało to naszej uwadze.<span id="more-275"></span></p>
<p>Aktywność polityczna rzadko staje się zajęciem znaczącej części społeczeństwa. Ludzie postrzegają politykę jako bardzo trudną dziedzinę i angażują się w nią tylko wtedy, jeśli mogą otrzymać za to odpowiednio wysokie wynagrodzenie. Nic dziwnego. Sprawy publiczne są wciąż nieoswojoną częścią ludzkiej egzystencji, rządzącą się prawami wywiedzionymi z prehistorii. Patrząc na to z tej perspektywy, powstanie pierwszej &#8222;Solidarności&#8221; i niespotykana liczebność zaangażowanych w ten ruch jawi mi się niepodobieństwem. Jakąś genetyczną czy też kulturową anomalią, którą zostali naznaczeni Polacy. Mieliśmy już w historii tego typu anomalii sporo, jednak ta wydarzyła się w czasach, w których umasowione, poddane totalitarnej kontroli i postmodernistycznym prądom kulturowym społeczeństwo w żadnym wypadku nie powinno chcieć stworzyć paromilionowego ruchu domagającego się reform politycznych. Był to nonsens, dla którego jedynym wyjaśnieniem wydaje się być głęboka religijność Polaków, która została wzmocniona przez papieża Jana Pawła II.</p>
<p>W tym momencie wkroczyła do gry grupa wyzyskująca materialnie i mentalnie polski naród &#8211; ludzie związani z partią i służący totalitarnemu państwu. Wszyscy ci, którzy zdecydowali, że będą wspierać reżim mimo tego, że jego funkcjonariusze zaczęli popełniać zbrodnie. Dzięki ich uległości PRL mógł nadal w najlepsze trwać przez 8 lat. Mimo, że, jak opowiada w jednym ze swoich dowcipów Jan Pietrzak, można było w zasadzie zostać aresztowanym za rozrzucanie pustych kartek papieru, bo przecież wszystko było tak jasne, że słowa na ulotce były zbędne.</p>
<p>Dziś o 20.00 na placu Konstytucji Polacy <a href="http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/43913,spotykamy-sie-dzisiaj-o-20-00-na-pl-konstytucji">zbierają się</a>, by przypomnieć sobie jeszce raz, że 30 lat temu &#8222;Solidarność&#8221; przegrała, że prywata i tchórzostwo zwyciężyły i de facto zwyciężały przez cały czas w naszym kraju aż do dziś.</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/12/12/na-30-lecie-stanu-wojennego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polscy bikiniarze</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/30/polscy-bikiniarze/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/30/polscy-bikiniarze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Nov 2011 23:45:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=268</guid>
		<description><![CDATA[Z filmem „Bikiniarze” kojarzy mi się polska produkcja „Wszystko, co kocham”, która opowiada o polskim odpowiedniku bikiniarzy z lat 80, czyli subkulturze punk. Muzyka punk wyrażała potrzebę młodych ludzi do zachowania indywidualności w czasach kryzysu gospodarczego, które wiązały się z ofensywą kolektywizmu &#8211; tak w strefie obyczajowej, jak i gospodarczej, zwłaszcza w Polsce. Dla miłośników [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">Z filmem „Bikiniarze” kojarzy mi się polska produkcja <a href="http://www.filmweb.pl/film/Wszystko,+co+kocham-2009-498675">„Wszystko, co kocham”</a>, która opowiada o polskim odpowiedniku bikiniarzy z lat 80, czyli subkulturze punk. Muzyka punk wyrażała potrzebę młodych ludzi do zachowania indywidualności w czasach kryzysu gospodarczego, które wiązały się z ofensywą kolektywizmu &#8211; tak w strefie obyczajowej, jak i gospodarczej, zwłaszcza w Polsce.<span id="more-268"></span> Dla miłośników tej muzyki i związanego z nią stylu życia stworzono festiwal w Jarocinie, nad którym czujną kontrolę sprawowały Służba Bezpieczeństwa i ZOMO. Jednak trudno było zapanować nad żywiołem, który rozlewał się na cały kraj.</p>
<p>Film pokazuje grupę muzyczną, która podstępem uzyskuje zgodę na występ na szkolnym balu, by zaprezentować tam piosenki szydzące z władzy. Główny bohater, lider zespołu, decyduje się na taki krok, nie zdając sobie sprawy z jego konsekwencji. Impulsem, który popycha go do tworzenia i prezentowania innym swojej muzyki są dla niego przygody erotyczne, których może doświadczać dzięki swojemu społecznemu statusowi buntownika.</p>
<p>Buntownicze postawy młodego pokolenia z okresu totalitaryzmu dobrze charakteryzuje wypowiedź Jarosława Janiszewskiego, lidera zespołów „Czarno – czarni” i „Bielizna”. Stwierdził on, opowiadając o swojej młodości spędzonej w Trójmieście, że zawsze denerwowało go, gdy na imprezach ktoś zaczynał puszczać utwory Jacka Kaczmarskiego. Bo zmieniało to nastroje dziewczyn w stronę dla niego niepożądaną. Co podsumował dobitnym stwierdzeniem: „to majtki mają runąć, nie mury”. Odnosząc się do rosyjskich bikiniarzy, trzeba stwiedzić, że to im wystarczyło. Ich polscy naśladowcy natomiast zapragnęli, aby runęły również mury, skoro już trochę skruszały&#8230;</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/30/polscy-bikiniarze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trudny żywot bikiniarza</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/27/trudny-zywot-bikiniarza/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/27/trudny-zywot-bikiniarza/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Nov 2011 12:08:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=263</guid>
		<description><![CDATA[Film „Bikiniarze”, produkt współczesnej kinematografii rosyjskiej, pokazuje od bardzo optymistycznej strony życie obyczajowe w Związku Radzieckim lat 50. Młodzież naśladująca zachodnie prądy kulturowe związane z rock&#8217;n'rollem nie była akceptowana w ówczesnym społeczeństwie. Specjalne brygady młodych socjalistów napadały nielegalne zabawy bikiniarzy i, uzbrojone w nożyczki, niszczyły ich ubiory i fryzury. Przemoc stosowana przez bojówki jest jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
Film <a href="http://www.filmweb.pl/film/Bikiniarze-2008-493857">„Bikiniarze”</a>, produkt współczesnej kinematografii rosyjskiej, pokazuje od bardzo optymistycznej strony życie obyczajowe w Związku Radzieckim lat 50. Młodzież naśladująca zachodnie prądy kulturowe związane z rock&#8217;n'rollem nie była akceptowana w ówczesnym społeczeństwie. Specjalne brygady młodych socjalistów napadały nielegalne zabawy bikiniarzy i, uzbrojone w nożyczki, niszczyły ich ubiory i fryzury.<br />
<span id="more-263"></span><br />
Przemoc stosowana przez bojówki jest jednak przedstawiona jako coś totalnie abstrakcyjnego, pozbawionego sensu. Główny bohater, jako przodownik prześladowców, podczas jednej z akcji zakochuje się w dziewczynie zdradziecko naśladującej zgniłe obyczaje zachodu. Natychmiast zmienia swój tryb życia, kupuje nielegalne ciuchy bikiniarskie, uczy się tańczyć, zaczyna grać na saksofonie. Nie ma w nim żadnego przywiązania do partii i ideałów socjalizmu, które ostro to potępiają. Tak natychmiastowe i bezwzględne pozytywne zmiany w życiu są zdecydowanie psychologicznym science fiction. Aczkolwiek można w takim zabiegu dostrzec pewien sens. Film pokazuje, że sowiecki socjalizm jako ideologia mógł się utrzymać tylko w umysłach ludzi, którzy reprezentowali wsteczny, hierarchiczny model obyczajowości. Nie ważne, czy było się wysoko postawionym dygnitarzem, który przekupił swojego syna, aby zerwał kontakty ze swoimi znajomymi bikiniarzami, czy dzieciakiem, który wyzywa głównego bohatera, bo usłyszał od kogoś, że tak trzeba. Posłuszeństwo idei, która przychodzi do nas z góry, znajduje godnego przeciwnika w postaci mieszanki społecznych interakcji umożliwiających funkcjonowanie autonomicznych enklaw życzliwości, autentyczności i przedsiębiorczości. Komunizmowi służyli tylko ci, którzy unikali kontaktu z nimi. Ale gdyby tak było, to czy ten ustrój mógłby trwać tak długo? Bardzo wątpliwe. A może właśnie tak, tylko trudno mi to sobie wyobrazić, mam jakieś negatywne stereotypy i ksenofobiczne uprzedzenia?</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/27/trudny-zywot-bikiniarza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawo głosu jako przywilej</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/13/prawo-glosu-jako-przywilej/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/13/prawo-glosu-jako-przywilej/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Nov 2011 14:15:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=257</guid>
		<description><![CDATA[Przyczyną trwania naszego systemu jest jego zadowalające działanie. Wielu narzeka, ale nikt się nie buntuje. Panuje największa w historii wolność osobista, podatki są niskie, standard życia na tyle wysoki, na ile pozwala poziom produkcji, przestępczość spada. Dlaczego? Nie dlatego, że głosującymi są ludzie mądrzejsi, ten argument już obaliliśmy. (&#8230;) Otóż głosować, to znaczy dzierżyć władzę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
<em>Przyczyną trwania naszego systemu jest jego zadowalające działanie. Wielu narzeka, ale nikt się nie buntuje. Panuje największa w historii wolność osobista, podatki są niskie, standard życia na tyle wysoki, na ile pozwala poziom produkcji, przestępczość spada. Dlaczego? Nie dlatego, że głosującymi są ludzie mądrzejsi, ten argument już obaliliśmy. (&#8230;) Otóż głosować, to znaczy dzierżyć władzę i to władzę najwyższą, od której wszystkie inne pochodzą, także i moja władza, pozwalająca mi zatruwać wam życie raz na dzień. Korzystanie z prawa wyborczego jest egzekwowaniem przemocy, bez względu na to, czy władzę polityczną sprawuje dziesięciu ludzi, czy dziesięć milionów. (&#8230;) Zarówno z powodów praktycznych, jak i matematycznie sprawdzonych przyczyn moralnych władza i odpowiedzialność muszą się równoważyć. Prawo do głosowania jest prawem najwyższym. Dlatego też musimy mieć pewność, że wszyscy, którzy je dzierżą, godzą się na podjęcie także najwyższej społecznej odpowiedzialności.<br />
Żądamy, aby każda osoba, która pragnie sprawować władzę, narażała swe własne życie w imię dobra państwa. W ten sposób najwyższa odpowiedzialność jest zrównoważona najwyższym przywilejem. Sytuacja stabilna i doskonała. </em></p>
<p>Robert Heinlein, <em>Kawaleria Kosmosu</em><br />
<span id="more-257"></span><br />
W obecnym ustroju politycznym głosowanie jest obrzędem. Ustanowionych zostało wiele rytuałów, których nie dopełnienie profanuje celebrację, wybierani są specjalni przedstawiciele społeczeństwa, którzy są wtajemniczani w obrzędy i celebrują je, nad wszystkim czuwa centralna rada starszych zatwierdzająca wyniki głosowania, których rozważanie stanowi następny, jakże ważny etap duchowego oczyszczenia. Czy możliwe jest spojrzenie na wybory w sposób inny, niż quasi-religijny?</p>
<p>Rozważałem już niegdyś tę kwestię, ale podszedłem do niej wtedy jak heretyk, który dąży do zaprzeczenia jak największej ilości dogmatów, myśląc, że ich podważenie coś zmieni w istocie pojmowania danej idei. Moim ideałem były wybory ekskluzywne, pośrednie, nierówne, jawne i rozgrywane według ordynacji mojego własnego pomysłu, zwanej mniejszościową. Nie odniosłem się jednak do centralnego problemu, którym jest brak odpowiedzialności wyborców za swoje decyzje. Jak sprawić, by akt głosowania nie stanowił indywidualnej fanaberii, za której zrealizowanie nie ponosimy żadnych konsekwencji?</p>
<p>Najprostszym mechanizmem byłaby jawność wyborów połączona z publikacją wyników w internecie. W ten sposób każda decyzja wyborcza stawałaby się częścią naszego życiorysu, branego pod uwagę na przykład przez pracodawców. Ale to za mało. Rozważmy na początek sytuację idealną, czyli ustrój anarchokapitalistyczny, gdzie instytucje publiczne byłyby spółkami akcyjnymi z rozproszonym akcjonariatem.</p>
<p>W spółkach akcyjnych siła głosu zależy od tego, ile akcji posiadasz, a z prawa głosu korzystasz po to, aby dbać o swoją własność. Która jest twoją własnością dlatego, że przynosi ci zysk. Dbasz więc o to, by twoja spółka była w na tyle dobrym stanie, by mogła przynosić ci dochody z dywidendy lub wzrostu wartości akcji. Jeśli widzisz, że w spółce dzieje się źle, to możesz starać się wpłynąć na zarząd, próbować wybrać lepszy, a jeśli to niemożliwe, wycofać się, sprzedać swoje udziały. Nie każdy brałby więc udział w podejmowaniu decyzji na temat funkcjonowania instytucji publicznych, ale tylko ci, którzy byliby zadowoleni z kierunku zmian pod obecnym przywództwem, bądź ci, którzy mieliby możliwości i chęci ku temu, aby ten kierunek zmienić. Reszta wycofałaby się z udziału w życiu publicznym, lub skupiła na innej jego części, jeśli struktury władzy zostałyby odpowiednio głęboko zdecentralizowane.</p>
<p>Sądzę, że całkiem spora grupa Polaków aktywnych wyborczo, która uważa obecną ekipę rządzącą za bandę zdrajców opowiadających kiepskie dowcipy, tak właśnie by zrobiła, gdyby miała wybór, co pociągałoby za sobą różne konsekwencje finansowe i prawne. Ale ze wszelkich rodzajów odpowiedzialności najważniejsza jest tutaj odpowiedzialność fiskalna. Uważam, że ogromne długi, które zaciągnęła i nadal zamierza zaciągać koalicja PO-PSL powinny być spłacone przez tych, którzy na wymienione partie głosowali cztery lata temu i obecnie. Niestety, nie możemy się dowiedzieć, kto to był.</p>
<p>Nie toczymy żadnych wojen gwiezdnych i nie możemy przyznawać pełni praw obywatelskich tylko tym, którzy zechcieli wybrać się do odległej galaktyki, aby zabijać kosmiczne robale, tak jak to zostało opisane w powieści „Kawaleria Kosmosu”. Ale dług publiczny jest ogromnym realnym zagrożeniem dla przyszłości naszej gospodarki. I nawet, jeśli jawność wyborów połączona z osobistą odpowiedzialnością fiskalną za bilans budżetowy wydaje się komuś rozwiązaniem zbyt skrajnym, możliwe jest bardziej umiarkowane. Niech prawo głosu ma ten, kto kupi specjalną edycję obligacji skarbowych: dwudziestoletnich, o nominale dziesięć tysięcy złotych. Każdy, kto będzie głosował, będzie się musiał liczyć z tym, aby nasz kraj był finansowo wypłacalny za dwadzieścia lat. Korzystnym skutkiem ubocznym będzie przeniesienie zadłużenia państwa w bezpieczniejszy sektor – obligacjami będzie można handlować, ale wtedy stracimy swój głos na rzecz nabywcy. Takie rozwiązanie w prosty sposób uczyniłoby decyzje wyborcze bardziej odpowiedzialnymi. I wyeliminowało z procesu rozstrzygania o sprawach publicznych tych, dla których światopogląd pozostaje sprawą oderwaną od codzienności.</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/13/prawo-glosu-jako-przywilej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marsz niepodległości jako przeżycie duchowe</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/12/marsz-niepodleglosci-jako-przezycie-duchowe/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/12/marsz-niepodleglosci-jako-przezycie-duchowe/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Nov 2011 21:01:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[Anthony de Mello, jezuita, w książce &#8222;Przebudzenie&#8221; powiada: Nie potrafimy być szczęśliwi tak sobie, po prostu dla samego faktu; żądamy spełnienia jakichś tam warunków. Mówiąc dosadnie – nie potrafimy wyobrazić sobie, że można być szczęśliwym bez spełnienia tych warunków. Nauczono nas wiązać szczęście z ich występowaniem. Zatem pierwsza rzecz, jaką musimy uczynić, jeśli chcemy się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
Anthony de Mello, jezuita, w książce &#8222;Przebudzenie&#8221; powiada: <em>Nie potrafimy być szczęśliwi tak sobie, po prostu dla samego faktu; żądamy spełnienia jakichś tam warunków. Mówiąc dosadnie – nie potrafimy wyobrazić sobie, że można być szczęśliwym bez spełnienia tych warunków. Nauczono nas wiązać szczęście z ich występowaniem.<br />
<span id="more-245"></span><br />
Zatem pierwsza rzecz, jaką musimy uczynić, jeśli chcemy się przebudzić, to uświadomić sobie ten fakt. Jeśli pragniemy kochać, jeśli chcemy być wolni, jeśli tęsknimy za radością, pokojem i duchowością, to musimy to zrozumieć. To właśnie dlatego duchowość jest czymś jak najbardziej praktycznym na świecie. Wymyślcie cokolwiek bardziej praktycznego niż duchowość, taka, o jakiej mówię. Nie mówię ani o pobożności, ani o dewocji, ani o religii, ani o oddawaniu czci, ale o duchowości – a więc o przebudzeniu, i tylko o przebudzeniu! Spójrzcie na ludzi o zranionych sercach, na samotnych, spójrzcie na przerażonych, zagubionych, spójrzcie na konflikty uczuć w sercach ludzi, konflikty wewnętrzne i zewnętrzne. Przypuśćmy, że poszukaliście kogoś, kto znalazł sposób na pozbycie się tego wszystkiego.</p>
<p>Załóżmy, że osoba ta podała sposób uniknięcia tego olbrzymiego drenażu energii, zdrowia, emocji spowodowanego tymi konfliktami i uwikłaniami. Czy chcielibyście tego? Przypuśćmy, że ktoś pokazał nam sposób, dzięki któremu moglibyśmy prawdziwie nawzajem kochać się, żyć w pokoju i w miłości. Czy można wymyślić coś bardziej praktycznego?</em></p>
<p>We wczorajszym dniu można było spotkać na ulicach Warszawy ludzi, którzy chcieli się cieszyć z niepodległości swojego kraju. Aby cieszyć się wspólnie, nie trzeba było wiele, wystarczyło tylko to, że marsz nie był manifestacją polityczną, nie stawiał jakichś żądań od rzeczywistości, które odciągają nas od tego, co mamy obecnie, a co powinno mieć dla nas wartość. Z artykułu Rafała Ziemkiewicza dowiedziałem się, że można było pójść na marsz tylko po to, aby przeciwstawić się tym, którzy chcą go blokować. I to też jest ważne. Należy zwrócić uwagę na tych, którzy w tym ważnym dla Polaków dniu chcieli nas skłócić, a gdy to się nie udało, wezwali germańskich barbarzyńców, aby zrobili z nami porządek. Nie okazali się oni jednak wystarczająco sprawni umysłowo, aby móc zrozumieć, na czym polega wydarzenie kulturalne zwane rekonstrukcją historyczną i zaatakowali aktorów. Może nie mają w tym swoim zacofanym kraju zbyt wielu podobnych wydarzeń?</p>
<p>Z uwagi na niedogodności spowodowane działalnością przeciwników marszu przebudzenie duchowe nie nastąpiło w pełni u wielu uczestników, o czym świadczą agresywne zachowania i nastroje, których nie ostudził nawet przejmujący mróz. Może za rok będzie lepiej.</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/12/marsz-niepodleglosci-jako-przezycie-duchowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konserwatywne „tak” dla aborcji</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/12/konserwatywne-%e2%80%9etak%e2%80%9d-dla-aborcji/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/12/konserwatywne-%e2%80%9etak%e2%80%9d-dla-aborcji/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Nov 2011 20:07:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Kwestia delegalizacji aborcji rozpala umysły polityków polskiej prawicy. Widzą oni w całkowitym zakazie wykonywania tego zabiegu odwrót od „cywilizacji śmierci”, zwrócenie się w stronę życia, rozwoju, wsparcia dla rodzin. Co zakaz aborcji przynosi społeczeństwu? Czy jest on potrzebny duchowieństwu do tego, aby mogło stać na straży moralności? Czy potrzebny jest mężczyznom płodzącym nieślubne dzieci, aby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
Kwestia delegalizacji aborcji rozpala umysły polityków polskiej prawicy. Widzą oni w całkowitym zakazie wykonywania tego zabiegu odwrót od „cywilizacji śmierci”, zwrócenie się w stronę życia, rozwoju, wsparcia dla rodzin. Co zakaz aborcji przynosi społeczeństwu? Czy jest on potrzebny duchowieństwu do tego, aby mogło stać na straży moralności? Czy potrzebny jest mężczyznom płodzącym nieślubne dzieci, aby móc stanowić dla nich bodziec motywujący ku założeniu rodziny? Wreszcie, czy jest potrzebny samym kobietom, którym ma wskazywać zasady moralne, wytyczać granice emancypacji? Sądzę, że tak nie jest. Zakaz aborcji w istocie demoralizuje społeczeństwo.<br />
<span id="more-237"></span><br />
Prześledźmy zjawiska społeczne, które prowadzą do powstawania problemu niechcianych ciąż. Młodzieź jest ustawicznie demoralizowana przez kulturę masową. Widząc absolutne spełnienie osobiste w udanym pożyciu seksualnym, uznaje, że może oderwać seks od instytucji rodziny, która od zawsze definiowała życie obyczajowe w cywilizacji zachodu. Satysfakcja seksualna staje się sprawą pierwszej wagi, ale antykoncepcja jest tak tania i powszechnie dostępna, że nadal trudno zrozumieć, z czego wynika problem „niechcianych ciąż”. Sądzę, że nie z niedostatecznej edukacji seksualnej i braku automatów z prezerwatywami w każdym liceum. A na pewno nie tylko.</p>
<p>To, co piszę, jest zaledwie czystą spekulacją, ale sądzę, że kobiety zachodzące w niechcianą ciążę wolałyby, aby była chciana. Aby społeczeństwo odpowiedziało na to jakimś wsparciem materialnym, mentalnym. Aby wybór macierzyństwa był czymś szanowanym i docenionym, w pierwszym rzędzie przez ojca dziecka. Jeśli tak nie jest, kobieta postanawia niekiedy, że dokona aborcji, co pociąga za sobą doniosłe skutki pogarszające jej zdrowie fizyczne i psychiczne. Sądzę jednak, że jest to zachowanie honorowe.</p>
<p>Aby zilustrować, czym jest honor, posłużę się przykładem z filmu japońskiego &#8222;Harakiri&#8221;. W filmie tym przedstawiona jest pewna problematyczna sytuacja społeczna. Pojawiła się w siedemnastowiecznym społeczeństwie japońskim spora grupa samurajów pozbawionych stanowiska. Dla ludzi tej profesji hańbą było zajmowanie się czym innym, niż rzemiosło wojenne. Wielu z nich znalazło sobie jednak drogę pośrednią. Pojawiali się u jakiegoś szlachcica i mówili, że chcieliby popełnić w jego domu samobójstwo, ponieważ nie mogą znaleźć sobie zajęcia. Na co dany wielmoża ulegał emocjonalnie i dawał jałmużnę. Pewien ród postanowił to zmienić. Jego członkowie na prośbę o zorganizowanie harakiri odpowiadali twierdząco i dopilnowywali, aby rytuał rzeczywiście został wykonany. Główny bohater musiał użyć do tego drewnianego miecza, co sprawiło mu ogromne cierpienia. W ten sposób chciano odstraszyć bezrobotnych samurajów od wyłudzania pieniędzy, co uważano za niehonorowe.</p>
<p>Zajście w ciążę, której nikt nie chce, jest hańbą. Rodzenie nie chcianego dziecka i szukanie wsparcia u pomocy społecznej, w becikowym, w funduszu alimentacyjnym, choćby i u ojca dziecka &#8211; jest żebractwem. Dlatego też zachodzi tu pełna analogia. Kobieta, która zhańbiła się niechcianą ciążą, ma wyjście honorowe – dokonanie aborcji, co oznacza okaleczenie samej siebie i zabicie dziecka, którego przyjścia na świat nikt, albo prawie nikt, poza nią, nie oczekuje. Można by zastanowić się też nad tym, czy kobieta, która chce dokonać aborcji, powinna być od tego czynu odwodzona, czy też wręcz przeciwnie – nie powinna mieć możliwości wycofania się po tym, gdy już podejmie decyzję, tak jak żebrzący samurajowie. Ale to raczej taka orientalna ciekawostka.</p>
<p>Jako osoba pragnąca propagować w społeczeństwie wartości moralne, chcę, aby ludzie, którzy oddzielają swoją aktywność seksualną od rodziny i macierzyństwa, możliwie jak najintensywniej cierpieli. Legalizacja aborcji jest naturalną drogą do możliwości samodzielnego karania się przez kobiety za swoją rozwiązłość. Nie uznaję takiego rodzaju kary za najlepszą, szczególnie, że życie traci również niewinne dziecko, ale lepsze to, niż nic – w społeczeństwie, w którym karanie młodzieży w celach wychowawczych jest systematyczne zwalczane. Inną, mniej drastyczną drogą do pojawienia się takiej samoistnej kary jest zażywanie środków antykoncepcyjnych, co może zaskutkować powstaniem choroby nowotworowej. Kościół katolicki, propagując antykoncepcję naturalną, która nie powoduje żadnych powikłań zdrowotnych, faktycznie dąży do sytuacji, w której aktywność seksualna nie będzie związana z żadnymi konsekwencjami. Co w prostej linii prowadzi do upadku demograficznego społeczeństwa. Konserwatyści, którzy nie dadzą się przekonać do legalizacji aborcji tym artykułem, nie dadzą się zapewne przekonać w ogóle.</p>
<p>Wszędzie da się znaleźć jakieś wyjątki. Uważam, że zabieg aborcji nie powinien być dopuszczany przez prawo wtedy, gdy nie chce tego ojciec dziecka. W praktyce nie zdarza się to pewnie zbyt często, ale w tym wypadku, jeśli nie mamy do czynienia z gwałtem, mężczyzna za zgodą drugiej strony pozostawił w kobiecym ciele swoją własność – i ma prawo domagać się, aby pozostała ona tam przez odpowiednio długi okres czasu. Dotyczy to również sytuacji zagrożenia życia matki – to ojciec powinien decydować, kogo chce poświęcić.</p>
<p>Słuszność prawna, która stoi po stronie kobiety pragnącej dokonania aborcji, nie oznacza jednak słuszności moralnej. W powieści fantasy <em>Kamień Łez</em> Terry&#8217;ego Goodkinda mamy sytuację, gdzie przywódczyni pewnego plemienia została uwięziona przez sąsiednie plemię, a w więzieniu wielokrotnie zgwałcona. Po cudownym uniknięciu śmierci na ołtarzu ofiarnym dokonanie aborcji wydawałoby się oczywistością. Główny bohater próbuje jednak przekonać dzikuskę następującymi słowami: <em>Potraktuj dziecko jako symbol nowego życia obu ludów. Trzeba położyć kres zabijaniu, żeby wszystkie wasze dzieci były bezpieczne, żeby mogło rozkwitać owo nowe życie.</em> Czyż podjęcie w takiej sytuacji przez kobietę samodzielnej decyzji nie jest bardziej wartościowe, niż ŧępe przestrzeganie narzuconego prawnie zakazu, którego wprowadzenie jawi się jednym z ważniejszych ideałów moralnych w polityce dla polskiej prawicy?</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/11/12/konserwatywne-%e2%80%9etak%e2%80%9d-dla-aborcji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego nie pójdę do psychologa?</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/08/16/dlaczego-nie-pojde-do-psychologa/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/08/16/dlaczego-nie-pojde-do-psychologa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Aug 2011 19:49:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=234</guid>
		<description><![CDATA[Wydawałoby się, że moje życie nie jest zbyt bliskie jakiejkolwiek normie odpowiedniej dla mojego wieku. Nie mam właściwie żadnych znajomych, nie znajduję swojego powołania w żadnym z powszechnie wykonywanych zawodów, nie wykazuję nawet zainteresowania w przekazywaniu w jakikolwiek sposób mojej wiedzy na te tematy, w których mógłbym znaleźć czyjekolwiek zainteresowanie. Zdawać się więc może, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
Wydawałoby się, że moje życie nie jest zbyt bliskie jakiejkolwiek normie odpowiedniej dla mojego wieku. Nie mam właściwie żadnych znajomych, nie znajduję swojego powołania w żadnym z powszechnie wykonywanych zawodów, nie wykazuję nawet zainteresowania w przekazywaniu w jakikolwiek sposób mojej wiedzy na te tematy, w których mógłbym znaleźć czyjekolwiek zainteresowanie. Zdawać się więc może, że jest we mnie jakaś wewnętrzna granica, której przekroczenie mogłoby sprawić, że moje zainteresowania i predyspozycje znalazłyby ujście, stopiły się w jedną, bulgoczącą i zmieniającą powoli kolor miksturę społecznych interakcji.<br />
<span id="more-234"></span><br />
Problem nie polega jednak nawet na tym, czy uznajemy integrację ze społeczeństwem za naturalny i prawidłowy cel każdej jednostki; temu można z grubsza przyznać rację. Ważne jest jednak jeszcze coś innego, a mianowicie: czy istnieją społeczne mechanizmy, które jednostce w jakikolwiek sposób zintegrować się pozwalają, jeśli wydaje jej się, że ma w sobie jakieś cechy, które do tej pory w żaden sposób zrozumiane przez nikogo nie zostały? Innymi słowy: czy jesteśmy zdolni, jako społeczeństwo, przyswoić indywidualną myśl, która jest naszemu dotychczasowemu sposobowi myślenia na jakiś temat całkowicie obca?</p>
<p>Twierdzę, że od wielu lat jest pod tym względem coraz gorzej. Kierunek, w jakim nasza cywilizacja ewoluuje, został w miarę sprawne naszkicowany w powieści „Nowy, wspaniały świat” Aldousa Huxleya. Nie chodzi tu wcale o szczegóły świata przedstawionego w powieści ani o główny jej wątek ideologiczny: sprzeciw wobec rozluźniania norm obyczajowych w dziedzinie seksualności. Co prawda, to wszystko, co czytamy, rzeczywiście w kilkadziesiąt lat po powstaniu powieści w dużej części się urzeczywistniło; mamy wolne związki, powszechnie dostępną antykoncepcję, manifestowanie przez ludzi swoich seksualnych preferencji w miejscach publicznych. Ale to naprawdę nie jest najważniejsze. Widzę w przypadku głównej postaci i w jej zmaganiach tylko przykład zjawiska jakże ogólniejszego i bardziej złowrogiego.</p>
<p>Główny bohater, zwany Dzikusem, wychował się w izolowanej od społeczeństwa wiosce indiańskiej. W pewnym momencie spotyka się z cywilizacją, której członkowie mają kompletnie inne podejście do życia. Siłą rzeczy dochodzi do konfliktu między nim a pozostałymi bohaterami. W pewnym momencie, w dyskusji z pewnym politykiem, który ma decydować o jego losach jako przestępcy, dowiaduje się rzeczy dość ogólnych na temat podejścia do świata prezentowanego przez jego rozmówcę: <em>cywilizacji absolutnie nie potrzeba szlachetności ani heroizmu. Te rzeczy są symptomem politycznej nieskuteczności. W społeczeństwie dobrze zorganizowanym, takim jak na przykład nasze, nikt nie ma okazji do wykazywania się szlachetnością czy heroizmem. Warunki musiałyby całkowicie utracić stabilność, by taka okazja mogła zaistnieć. Tam gdzie toczą się wojny, spory o władzę, gdzie występują skłonności do stawiania oporu, umiłowane obiekty, o które się walczy lub których się broni &#8211; tam, rzecz jasna, szlachetność i heroizm mają pewien sens. Dziś jednak nie ma wojen. Poświęca się maksimum troski temu, by chronić człowieka przed zbytnią miłością do kogokolwiek. Nie ma sporów o władzę; każdy jest tak uwarunkowany, że może robić tylko to, co robić powinien. A to, co powinien robić, jest w całości tak miłe, tyle naturalnych odruchów może przy tym znajdować Ujście, że naprawdę nikt nie ma skłonności do stawiania oporu.<br />
</em><br />
Tam, gdzie nie ma nienawiści, nie może być mowy o miłości; tam, gdzie nie ma konfliktów, nie da się zrobić nic ponad to, do czego jest się uwarunkowanym. W taki czy inny sposób. Również mnie i Ciebie, czytelniku, chce się często do czegoś nakłonić, udowadniając, że tego właśnie chcesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. A jeśli chcemy postawić temu mechanizmowi wyzwanie i odwrócić role, jesteśmy na przegranej pozycji. Chyba, że mamy poparcie ze strony kogoś starszego i mądrzejszego. Dlatego z wielką podejrzliwością podchodzę do psychiatrów i psychologów. Techniki, których na mnie użyją, aby przełamać moje wewnętrzne ograniczenia, są bronią obosieczną; mogą zostać użyte również do zniszczenia we mnie tego, co uważam w sobie za najbardziej wartościowe, a co być może nigdy nie zostanie zrozumiane przez nikogo, może przeze mnie samego też nie. Raz już się nawet tak stało.</p>
<p>Opór Dzikusa jest bezsensowny, nie opłaca się. Chce on znajdować oparcie w jakiejś wizji moralności odniesionej do wiary w Boga i ideałów, jakie przydaje Bogu chrześcijaństwo. Ale ostatecznie załamuje się i rezygnuje z życia. Co skłania do uznania za odporne na zewnętrzne oddziaływania jedynie zasad moralnych opartych na nas samych, na naszym poczuciu własnej wartości.</p>
<p>Cenię twórczość Ludwika von Misesa za jego zdolność do odpowiadania na wszelkie możliwe zarzuty względem opisywanych idei, zanim w ogóle zostały wypowiedziane. Tak było również w przypadku centralnego dla Austriackiej Szkoły Ekonomii pojęcia, czyli aksjomatu działania. Mises stwierdza, że nawet zachowanie jednostki, która nie robi zupełnie nic, mimo, że ma taką możliwość, może zostać wytłumaczone w kontekście aksjomatu działania. Mianowicie, działanie nie jest podejmowane, ponieważ dana osoba czeka na zaistnienie lepszych warunków, aby móc podjąć działanie w przyszłości. A to mówi mi o sobie tak wiele.</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/08/16/dlaczego-nie-pojde-do-psychologa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobroczynność chrześcijańska</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/01/12/dobroczynnosc-chrzescijanska/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/01/12/dobroczynnosc-chrzescijanska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Jan 2011 01:29:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=229</guid>
		<description><![CDATA[Znalazłem ostatnio w internecie świetny tekst opisujący różnicę między dobroczynnością „altruistyczną” a chrześcijańską napisany ponad 100 lat temu: „Tańcząca dobroczynność” ks. Karola Niedziałkowskiego. Temat jest ciągle aktualny, i sądzę, że autor świetnie go omówił, mimo że kompletnie się nie zgadzam z jego poglądami. Zacytuję najważniejszy fragment: Od razu widzimy olbrzymią różnicę między taka a chrześcijańska [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
Znalazłem ostatnio w internecie świetny tekst opisujący różnicę między dobroczynnością „altruistyczną” a chrześcijańską napisany ponad 100 lat temu: <a href="http://uprnowysacz.blog.onet.pl/Tanczaca-dobroczynnosc,2,ID419685434,n">„Tańcząca dobroczynność”</a> ks. Karola Niedziałkowskiego. Temat jest ciągle aktualny, i sądzę, że autor świetnie go omówił, mimo że kompletnie się nie zgadzam z jego poglądami. <span id="more-229"></span>Zacytuję najważniejszy fragment: <em>Od razu widzimy olbrzymią różnicę między taka a chrześcijańska dobroczynnością; ta ostatnia czyni wszystko dla Boga i dla bliźniego, o sobie, przynajmniej w tym życiu, nie myśli, owszem siebie poświęca. Poświęca na zetknięcie się osobiste z nędzą, bólem, głupotą; o zabawie przy tej sposobności nie marzy nawet, rozgłosu, sławy, zadowolenia, próżności unika starannie. Dobroczynność świecka, czyli filantropia, przeciwnie ucieka się do egoizmu, podnieca go, schlebia człowiekowi, trąbi o jego piękności, zasługach, dobroci i cnotach dlatego tylko, żeby przy tej sposobności wyżebrać grosik dla ubogiego. Kiedy pierwsza podnosi człowieka moralnie nie tylko przez miłosierdzie względem bliźniego, ale także przez umartwianie się, przezwyciężanie i poświęcanie siebie, druga przeciwnie, jeśli nie poniża, to już w żadnym razie nie podnosi. Ona rozbawia człowieka, wyzyskuje jego egoizm chęć rozrywki, jako środek zdobycia jałmużny. Jest więc nędzną i poziomą w porównaniu do chrześcijańskiej.</em></p>
<p>Poświęcanie się na osobiste zetknięcie z nędzą, bólem i głupotą, umartwianie się, przezwyciężanie i poświęcanie siebie to zajęcia, które mogły zapewne człowieka wysoko urodzonego doprowadzać do szału. Nic dziwnego, że nikt ich raczej nie praktykował. Ale zwróćmy uwagę, co mogły wywołać takie postulaty w umysłach ludzi ubogich. Oto Chrystus każe bogatym umartwiać się i służyć biednym – tylko dlatego, że są biedni! Z samego faktu ubóstwa należy nam się pomoc! Jesteśmy dziećmi tego samego Boga, musisz nam pomóc, to twój obowiązek! Taka idea była idealnym podłożem dla rozwoju idei socjalistycznej, która, jak wiemy, już wkrótce zawładnęła sporą częścią Europy.</p>
<p>Na stosunek autora do dobroczynności ma wpływ wiara w istnienie nadprzyrodzonego porządku, który zostanie nam objawiony po naszej śmierci i, być może, nie będąc gotowymi na jego przyjęcie, zostaniemy potępieni. Ciągła obsesja związana z rychłym zetknięciem się w zaświatach z absolutną prawdą jest charakterystycznym rysem wszystkich religii monoteistycznych. Ale moralność nie może być absolutna, bo możemy mówić o niej tylko w kontekście podejmowania przez nas konkretnych życiowych decyzji. Jak pisał Ludwig von Mises w „Ludzkim Działaniu”: <em>Ludzie działający stosują w swoim języku stopniowanie, które wyrażają przez stopień wyższy i najwyższy. Tymczasem absolutność nie jest stopniem. Jest pojęciem ograniczającym. Absolut nie daje się określić, pomyśleć, wyrazić. Jest koncepcją utopijną. Nie ma doskonałej radości, doskonałych ludzi, wiecznej szczęśliwości.</em> Człowiek poszukujący absolutu jest o wiele bardziej niebezpieczny, niż cyniczny hedonista. Opisywani przez ks. Niedziałkowskiego bogacze wydający setki rubli na bal, na którym dawali po pięć rubli potrzebującym, już 16 lat po opublikowaniu tekstu zajęli się masowym mordowaniem. Czemu? Być może wierzyli, że pójdą za to do nieba.</p>
<p>Trzeba dodać, że nie jestem zwolennikiem altruizmu i dobroczynność oparta na tej idei nie jest dla mnie ideałem. Altruista szuka poczucia własnej wartości w tym, że może choćby przez chwilę stać się kimś bezinteresownym, chrześcijanin poszukiwanie tego uczucia sprowadza do rangi wszeogarniającego, nadającego sens życiu rytuału. Egoista przestaje się oszukiwać: piękne jest to, co daje siłę i radość życia. Brzydkie jest to, co przynosi słabość i śmierć.</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2011/01/12/dobroczynnosc-chrzescijanska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wolność negatywna, czyli fundament człowieczeństwa</title>
		<link>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2010/11/04/wolnosc-negatywna-czyli-fundament-czlowieczenstwa/</link>
		<comments>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2010/11/04/wolnosc-negatywna-czyli-fundament-czlowieczenstwa/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Nov 2010 14:09:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dobrze Urodzony</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[libertarianizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/?p=219</guid>
		<description><![CDATA[Wolność negatywna, czyli prawo do niezależności od decyzji pozostałych istnień ludzkich, zawsze była fundamentem światopoglądowym liberałów i libertarian. Rozmaite inne nurty myśli politycznej starają się wyznaczać jednostkowej wolności granice, które będą służyły innym wartościom: dobru wspólnemu, wzrostowi duchowemu, dbaniu o środowisko naturalne, o najuboższych, o nasze bezpieczeństwo, o przyrost naturalny. Zdajemy sobie sprawę, jakie szkody [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:justify">
Wolność negatywna, czyli prawo do niezależności od decyzji pozostałych istnień ludzkich, zawsze była fundamentem światopoglądowym liberałów i libertarian. Rozmaite inne nurty myśli politycznej starają się wyznaczać jednostkowej wolności granice, które będą służyły innym wartościom: dobru wspólnemu, wzrostowi duchowemu, dbaniu o środowisko naturalne, o najuboższych, o nasze bezpieczeństwo, o przyrost naturalny. Zdajemy sobie sprawę, jakie szkody wyrządza ludziom takie myślenie w polityce. Ale jak dla mnie, bardzo interesujący jest wewnętrzny, psychologiczny aspekt konsekwencji stosowania instytucjonalnego przymusu.<span id="more-219"></span></p>
<p>Czy społeczeństwo zniewala wchodzące w jego skład jednostki tylko zewnętrznie? Niektórzy mogą tak twierdzić, dla niektórych może to być nawet dogmat. Innego zdania jest Stephan Blankertz. W artykule <a href="http://libertarianizm.pl/wolnosciowe_czytanki/panstwo_nasz_wrog/dlaczego_nie_mozna_znalezc_wolnosci_w_swiecie_ktory_nie_jest_wolny?s[]=blankertz">„Dlaczego nie można znaleźć wolności w świecie, który nie jest wolny”</a>, którego tytuł jest parafrazą znanej książki Harry&#8217;ego Browne&#8217;a, pisze:</p>
<p><em>Myślę, że wszyscy zgadzamy się co do tego, iż ekonomiczny sukces jakiegoś przedsiębiorcy jest generalnie, podobnie jak szczęście, jakością prywatną. Twój sukces ekonomiczny jest oparty na twoich osobistych decyzjach. Tak samo ekonomiczne niepowodzenie. Ale wolnościowa teoria ekonomiczna dowiodła intuicji, że mogą być takie interwencje rządu, które spowodują, że przedsiębiorcy będą podejmowali błędne decyzje. Murray Rothbard w swojej książce o Wielkim Kryzysie w Ameryce mówi, że pojedyncze niepowodzenie jakiegoś biznesu wynika z osobistej niekompetencji, ale wielość niepowodzeń, taka jak podczas kryzysu, musi być wyjaśniona strukturalnie przez czynniki ekonomiczne. Inaczej trzeba byłoby zaakceptować wniosek, że wolny rynek indywidualnych odpowiedzialności prowadzi do kryzysu ekonomicznego. </p>
<p>Przeformułuję tę tezę tak, by zastosować ją do całego życia, tworząc tym samym wolnościową socjologię w tradycji Paula Goodmana: pojedyncze niepowodzenie w osiąganiu osobistych celów jest spowodowane osobistymi brakami, ale wielość niepowodzeń musi być przypisana wpływowi czynników społecznych. Inaczej trzeba byłoby przypuścić, że ludzie nie są gotowi troszczyć się o samych siebie. </p>
<p>Spójrzmy teraz na życie, jakim żyjemy. Dziecko rodzi się w świecie, który nie jest kształtowany przez życzenia jego rodziców i sąsiadów. O ulicach decydują ciała polityczne. Budynki są rezultatami polityki mieszkaniowej. Rodzice pracują długie godziny, bo duża część ich dochodów jest zabierana w podatkach i marnotrawiona przez rząd. Potem są rządowe szkoły, które edukują dziecko, nie pozostawiając wielu wyborów jego rodzicom i jemu samemu. I tak dalej. Dziecko wzrasta zatem bez żadnej szansy działania zgodnie ze swymi decyzjami i widzi dookoła ludzi, którzy o nim decydują. I po tym wszystkim konwencjonalna teoria oczekuje od dorosłej osoby, by ta swobodnie odreagowywała podczas kilku godzin kontaktu seksualnego, ale by taka wolność była ograniczona ściśle do tych godzin. Takie oczekiwanie jest zbyt dziwne, by było brane poważnie. To jest tylko udawanie. </p>
<p>Ten przykład pokazuje, że nie możesz po prostu, jak myśleli młodzi buntownicy lat sześćdziesiątych, wybrać ignorowania konwencji i kontynuować szczęśliwe, satysfakcjonujące seksualnie życie. Konwencje są wyrazem rzeczywistych struktur społeczeństwa. I jeśli je zignorujesz nie zmieniając tych struktur, wrócą one w ten czy inny sposób.<br />
</em><br />
Tak postawione, dość radykalne ujęcie teoretyczne problemu wolności wewnętrznej, oparte na poglądach św. Tomasza, ukształtowało niegdyś moje poglądy w bardzo wielu sprawach. Ale temat wymaga rozwinięcia, skoro już odnosimy problemy filozoficzne do współczesności, to chciałoby się też odpowiedzieć, jakie jest rozwiązanie. Tak szczerze postulowane przez Blankertza „zmienianie struktur” jest marzeniem, o które można całe życie walczyć i nie osiągnąć żadnych efektów. Chciałoby się wierzyć, że można sobie jakoś poradzić ze sobą pomimo istnienia systemów represji. Chciałoby się chociaż wiedzieć, że to jest możliwe. Że może istnieje jakiś sposób, aby uchronić się przed powszechną degeneracją.</p>
<p>Myślę, że klucz do rozwiązania problemu leży w odpowiednim postrzeganiu własnej osoby w konfrontacji z przemocą. Wierzymy, że państwo działa dla naszego dobra; co by było, gdybyśmy przyjęli pogląd odwrotny? Szukali w każdej rzeczy, która jest narzucona pozornie dlatego, że jest „dobra”, szkodliwych konsekwencji, nie tylko w wymiarze ekonomicznym, ale również osobistym. Kierunku myśli, jakie budzi w nas dana ustawa, urzędnik, zapewnione przez państwo dla dzieci miejsce nauki i program nauczania, dopuszczone do nadawania stacje telewizyjne, w konkretny sposób zorganizowane zagospodarowanie terenu w miejscowości, w której mieszkamy, sposób, w jaki zainteresowanie bieżącymi sprawami politycznymi może wpływać negatywnie na naszą inteligencję, wrażliwość. Szukajmy wszędzie śladów państwa, a znajdziemy ich wiele. A mając świadomość, będziemy mogli wybrać.</p>
<p>Fred Reed w artykule <a href="http://liberalis.pl/2009/09/06/fred-reed-inne-czasy-i-obyczaje/">Inne czasy i obyczaje</a> patrzy na świat z perspektywy zdecydowanie szerszej, niż problemy z kopulacją. Rozważając zmiany, jakie dokonały się i ciągle postępują w naszej cywilizacji, pisze:</p>
<p><em>Pod względem technologicznym Stany Zjednoczone są przewspaniałe – Ateny fizyki półprzewodnikowej. Mimo to wielkie orkiestry umierają niewysłuchane, nie mamy Szekspira ani Dantego – ani pojęcia o tym, dlaczego moglibyśmy ich potrzebować, a religijność albo jest przytłumiona, albo przejawia się w sposób opryskliwy i wrogi. Dlaczego?</p>
<p>Sądzę, że to dlatego, iż nasze otoczenie decyduje nie tylko o tym, co myślimy, ale również o tym, o czym jesteśmy w stanie pomyśleć. Żyjemy w przestrzeni wielkomiejskiej [urban], ale wielce bezładnej [not urbane], wśród wyjących syren, w powietrzu posiwiałym od spalin i zniszczonym jazgotem autobusów. Zarzuty nie stają się nieprawdziwe od tego, że często się je powtarza. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie Whitmana tworzącego w centrum handlowym.</em></p>
<p>Autor za nieodpowiednie zagospodarowanie terenów miejskich obwinia korporacje. Jest pesymistycznie nastawiony do możliwości rozwiązania tego problemu, pisząc na koniec artykułu: Prawdopodobnie większość ma niezbyt wyraźne przeczucie, czym jest to, od czego chce uciec – a poza tym nie ma dokąd uciekać.</p>
<p>Mam wrażenie, że nawet autor nie rozumie, czym jest to zjawisko. Inwestorzy budują domy tam, gdzie ludzie chcą mieszkać, sklepy tam, gdzie chcą kupować. Powinniśmy więc zadać pytanie: dlaczego nie chcą niczego więcej? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że oznacza to wejście w konflikt ze społeczeństwem, które za normę przyjmuje jednolitość stylu życia.</p>
<p>Przebieg i następstwa zaistnienia takiego konfliktu świetnie prezentuje film „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. Wszystko zaczyna się od tego, że pewien nauczyciel angielskiego w wymagającej szkole o konserwatywnych tradycjach zaczyna nietypowo uczyć poezji, starając się zwrócić umysły uczniów na zupełnie inne, niż dotychczasowe tory. Pewnego razu wyprowadził wszystkich na dziedziniec szkolny i nakazał wybranym paru osobom, aby maszerowały przed siebie w kółko. Po zakończeniu marszu pozostali uczniowie zaczęli bić im brawo. W tym momencie nauczyciel skomentował to tak:</p>
<p><em>Trudno jest zachować własne przekonania, kiedy presja otoczenia zmusza nas do zmiany. Widzę teraz wasz wzrok, który mówi: &#8222;Ja na pewno maszerowałbym po swojemu.&#8221; Zapytajcie jednak samych siebie, dlaczego klaskaliście. Każdy z nas ma ogromną potrzebę akceptacji. Ale musicie zaufać tym waszym przekonaniom, które wyróżniają was spośród innych. Nawet jeśli inni uważają je za dziwne i niepopularne. Nawet jeśli tłum twierdzi: &#8222;To złeeeee.&#8221; Robert Frost powiedział: &#8222;Gdy stanąłem w lesie na rozstaju dróg, podążyłem tą mniej uczęszczaną. I wiedziałem, że to znaczy już, że jest inaczej.”</em></p>
<p>W dalszej części filmu okazuje się, że to, czego się nauczyli, może być źródłem poważnych konfliktów ze społeczeństwem. Szczególnie, gdy nie staramy się naszej odmienności ukrywać, lecz demonstrujemy ją, mając nadzieję na to, że zostaniemy za nią docenieni.</p>
<p>Walkę o jednolitość prowadzi się nie tylko przez struktury państwowe. Równie silna jest przemoc psychiczna, stosowana w rodzinach, miejscach pracy i innych instytucjach. W walce z nią możemy liczyć tylko na nasz własny umysł, który jest w stanie nauczyć się, jak rozpoznać przemoc w najszerszym sensie tego słowa.</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrzeurodzony.liberalis.pl/2010/11/04/wolnosc-negatywna-czyli-fundament-czlowieczenstwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

