Marsz niepodległości jako przeżycie duchowe

Anthony de Mello, jezuita, w książce “Przebudzenie” powiada: Nie potrafimy być szczęśliwi tak sobie, po prostu dla samego faktu; żądamy spełnienia jakichś tam warunków. Mówiąc dosadnie – nie potrafimy wyobrazić sobie, że można być szczęśliwym bez spełnienia tych warunków. Nauczono nas wiązać szczęście z ich występowaniem.

Zatem pierwsza rzecz, jaką musimy uczynić, jeśli chcemy się przebudzić, to uświadomić sobie ten fakt. Jeśli pragniemy kochać, jeśli chcemy być wolni, jeśli tęsknimy za radością, pokojem i duchowością, to musimy to zrozumieć. To właśnie dlatego duchowość jest czymś jak najbardziej praktycznym na świecie. Wymyślcie cokolwiek bardziej praktycznego niż duchowość, taka, o jakiej mówię. Nie mówię ani o pobożności, ani o dewocji, ani o religii, ani o oddawaniu czci, ale o duchowości – a więc o przebudzeniu, i tylko o przebudzeniu! Spójrzcie na ludzi o zranionych sercach, na samotnych, spójrzcie na przerażonych, zagubionych, spójrzcie na konflikty uczuć w sercach ludzi, konflikty wewnętrzne i zewnętrzne. Przypuśćmy, że poszukaliście kogoś, kto znalazł sposób na pozbycie się tego wszystkiego.

Załóżmy, że osoba ta podała sposób uniknięcia tego olbrzymiego drenażu energii, zdrowia, emocji spowodowanego tymi konfliktami i uwikłaniami. Czy chcielibyście tego? Przypuśćmy, że ktoś pokazał nam sposób, dzięki któremu moglibyśmy prawdziwie nawzajem kochać się, żyć w pokoju i w miłości. Czy można wymyślić coś bardziej praktycznego?

We wczorajszym dniu można było spotkać na ulicach Warszawy ludzi, którzy chcieli się cieszyć z niepodległości swojego kraju. Aby cieszyć się wspólnie, nie trzeba było wiele, wystarczyło tylko to, że marsz nie był manifestacją polityczną, nie stawiał jakichś żądań od rzeczywistości, które odciągają nas od tego, co mamy obecnie, a co powinno mieć dla nas wartość. Z artykułu Rafała Ziemkiewicza dowiedziałem się, że można było pójść na marsz tylko po to, aby przeciwstawić się tym, którzy chcą go blokować. I to też jest ważne. Należy zwrócić uwagę na tych, którzy w tym ważnym dla Polaków dniu chcieli nas skłócić, a gdy to się nie udało, wezwali germańskich barbarzyńców, aby zrobili z nami porządek. Nie okazali się oni jednak wystarczająco sprawni umysłowo, aby móc zrozumieć, na czym polega wydarzenie kulturalne zwane rekonstrukcją historyczną i zaatakowali aktorów. Może nie mają w tym swoim zacofanym kraju zbyt wielu podobnych wydarzeń?

Z uwagi na niedogodności spowodowane działalnością przeciwników marszu przebudzenie duchowe nie nastąpiło w pełni u wielu uczestników, o czym świadczą agresywne zachowania i nastroje, których nie ostudził nawet przejmujący mróz. Może za rok będzie lepiej.

There are no comments on this post

Leave a Reply

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.